04.09
2009
Szczyt przywódców Ameryki Południowej zakończony kłótnią

Lewicowi przywódcy latynoamerykańscy, Wenezuelczyk Hugo Chávez, Ekwadorczyk Rafael Correa i Boliwijczyk Evo Morales od tygodni alarmują, że umowa z Kolumbią to kolejny dowód na imperialistyczne zakusy USA. Chávez ogłosił nawet, że umowa "sieje wojnę" na kontynencie i groził zerwaniem stosunków z sąsiednią Kolumbią.

Prezydent Kolumbii Álvaro Uribe tłumaczył zebranym przywódcom, że bazy są i pozostaną kolumbijskie. Żołnierze USA pomogą tylko Kolumbijczykom w walce przeciw terrorystycznej partyzantce FARC oraz armiom paramilitarnym zajmującym się na ogromną skalę uprawą koki oraz produkcją i szmuglem kokainy, głównie do USA. Uribe przeczytał zebranym artykuł umowy zabraniający użycia baz do "interwencji w wewnętrzne sprawy państw trzecich".

Temperatura dyskusji stale rosła, po siedmiu godzinach Lula da Silva, przywódca najpotężniejszego kraju Ameryki Południowej stwierdził: - „Źle się stało, że obrady są transmitowane" - Kazał zebranym ustalić komunikat końcowy ze szczytu i, o dziwo, został wysłuchany. Przyjęty dokument nie potępia Kolumbii za udostępnienie baz Amerykanom, ale pod warunkiem że bazy te „nie zagrożą suwerenności i integralności terytorialnej innych krajów regionu".

Źródło: Gazeta Wyborcza